Zycie jest takie krótkie, myślała. Trzeba chwytać je garściami, korzystać z niego póki czas.

Nie, to nie moja sprawa, przypomniał sobie twardo. Miał dość własnych zmartwień. Musiał jak najszybciej wracać do Europy.
Tammy.
- Gdybyś zmieniła zdanie i chciała wrócić, powitam cię z otwartymi ramionami - zapewnił. - Mogę nawet niańczyć małego, bylebyś tylko z nami pracowała!

Mark leżał na wznak, przykryty jedynie do połowy, z ob¬nażonym torsem. Musiał pracować, gdy zmorzył go sen, ponieważ obok niego stał otwarty laptop, wciąż włączony, a na niebieskim ekranie jarzyły się jakieś poplątane kreski. Henry zwinął się w kłębek pod ramieniem stryjka i spał słodko jak aniołek. Widać było, że czuł się dobrze i bez¬piecznie.
Wciąż była wytrącona z równowagi tym pocałunkiem. A przecież matka ją ostrzegała, że Mark to kobieciarz. Na szczęście nie doszło do niczego więcej.
z lękiem, że Mały Książę potrafi czytać w jego myślach. Mały Książę tymczasem beztrosko zdjął z szyi swój szalik,
Niespodziewanie na twarzy Marka zagościł uśmiech i świat znowu pojaśniał.
- Nie mogę? A niby dlaczego?
Róży. Zaczął nawet swe już znane słowa:
Miała go w garści. A wydawało mu się, że to będzie takie proste - zabrać dziecko i wracać.
- O nic. Po prostu wracam do siebie.
- Jak widzisz, śpi jak suseł i pewnie pośpi jeszcze dłu¬go, wziąwszy pod uwagę, o której wreszcie zasnął.
się wobec mnie jak pani domu wobec uciążliwego gościa, każdym słowem dając mi odczuć moją niższość. Czy każda twoja snobistyczna przyjaciółka będzie mną pomiatać i wbi¬jać mi szpile?

się sezon i pojawi się reszta łajdaków, na pewno nie będę tęsknił za twoim towarzystwem.

- Uda się, zobaczysz - powiedział Mark żarliwie. - Bę¬dzie ci tam dobrze.
Gniewnie otarła twarz dłonią.
Dać im wszystkim szansę... Te słowa zdawały się od¬bijać echem przez dłuższą chwilę.

- Co ty wyprawiasz?! - wykrzyknęła przestraszona. - Nie masz uprzęży! Może ci się coś stać!

mnie pomyślałaś.
- Przecież to wszystko jest na niby.
- Nie. Jeszcze jedno słowo na ten temat, a będzie pan szukał innej pracy.

- Aha - przytaknęła wesoło, coraz bardziej ucieszona nieobecnością Ingrid.

za mnie wyjść. Tak się szczęśliwie złożyło, że pojednanie z Robertem leżało zarówno w jej,
dziewczyny. - A po śniadaniu może weźmiemy się do pracy.
otworzył drzwi, powóz już czekał przed wejściem, a na siedzeniu stał kosz piknikowy.